Są zlecenia, które odhaczasz w kalendarzu, i są takie, po których zostajesz z ludźmi na dłużej. Ślub Karoliny i Wojtka na Sardynii to to drugie – moje absolutne top zlecenie ślubne i historia, po której zyskałam nie tylko piękne zdjęcia, ale też przyjaciół.
Ale od początku. Wyobraźcie sobie: Sardynia, Costa Paradiso, wiosna, słońce, plaża i dwoje ludzi, którzy od dawna marzyli o ślubie właśnie w takim miejscu. Brzmi jak scenariusz? A teraz plot twist numer jeden – w dniu ślubu okazało się, że przed ceremonią na plaży trzeba najpierw wziąć ten sam ślub w urzędzie. Te same papiery, ten sam urzędnik, dwa razy „tak”. Trochę stresu, ale daliśmy radę – byłam fotografem na obu!
Dzień zaczął się w domku z basenem, gdzie Karolina i Wojtek czytali do siebie listy. Karolina płakała. Potem first look z rodzicami – rodzice płakali. Ceremonia na plaży – płakali prawie wszyscy. Obiad w pawilonie tuż obok, gdzie goście czytali listy do Pary Młodej – płakali już dosłownie wszyscy, łącznie ze mną, która miała trzymać aparat prosto. Nigdy na żadnym ślubie nie było tyle wzruszeń naraz. Kameralnie, najbliższa rodzina i przyjaciele – i może właśnie dlatego każda emocja była tak prawdziwa i tak mocna.
A potem? Przepyszne włoskie jedzenie, przechadzki po plaży o zachodzie słońca (te zdjęcia na tle morza!), kontynuacja zabawy w domku z basenem, pierwszy taniec na tarasie przy muzyce z głośnika – bo po co DJ, jak masz Sardynię i siebie? Na sam koniec Karolina z Wojtkiem wskoczyli w strojach ślubnych do basenu. Perfekcyjne zakończenie perfekcyjnego dnia.
Karolina i Wojtek to ludzie, z którymi mamy mnóstwo wspólnego – Karolina też robi zdjęcia, Wojtek kiedyś kręcił filmy. Oprócz reportażu ślubnego zrobiliśmy razem sesję narzeczeńską dzień przed ślubem i sesję poślubną dwa dni po. A plot twist numer dwa? Para wzięła jeszcze trzeci ślub – kościelny, w Polsce, na jesień. I zaprosili mnie jako gościa ❤



