Dwór w Tomaszowicach to zabytkowy zespół dworsko-parkowy zaledwie kilka kilometrów od Krakowa – 10 hektarów zieleni, stary park, eleganckie sale i taki klimat, że goście myślą, iż wyjechali gdzieś daleko za miasto, a tak naprawdę są chwilę od Rynku Głównego. Oranżeria, Spichlerz, Galeria Panorama – każda przestrzeń ma tu swój charakter i ponad 30 lat doświadczenia w organizacji wesel stoi za tym, że wszystko działa jak w zegarku. Dla wielu par w Małopolsce to miejsce numer jeden na liście marzeń. Maja i Kamil spełnili to marzenie i zrobili to z przytupem.
Ale zanim dotarliśmy do Dworu, dzień zaczął się od przygotowań, które dostarczyły mi pełen wachlarz emocji. U Kamila – tato przyjechał pod mieszkanie i ubierał się przed klatką schodową, bo tak mu było wygodniej (albo praktyczniej? nie dociekałam, ale fotograficznie wyszło świetnie). U Mai – przygotowania w pokoju z dzieciństwa, babcia, rodzice i ten moment, kiedy wszyscy nagle zdają sobie sprawę, że ich mała dziewczynka właśnie wychodzi za mąż. Łzy gwarantowane.
Ślub w kościele Boskiego Zbawiciela na Zakrzówku w Krakowie to była kontynuacja wzruszeń – rodzice płakali, a ja robiłam co mogłam, żeby każdą łzę uchwycić. Wczesna jesień, ciepło, słońce – idealne warunki na sesję przy zachodzie, o której Maja i Kamil marzyli. I wyszła tak, jak sobie wymarzyli.
W Dworze w Tomaszowicach na gości czekała niespodzianka – Maja i Kamil wydrukowali gazetki ślubne, którymi goście zaczytywali się w oczekiwaniu na Parę Młodą. Na życzeniach padło dużo ciepłych słów, a znajomi wręczyli namalowany specjalnie dla nich obraz. Zagraniczni goście byli pod wrażeniem polskiego wesela i polskich nalewek – bo nasz sposób imprezowania robi wrażenie na każdym, kto tego nie znał.
A wisienka na torcie? Oczepiny. Podczas klasycznych rzutów welonem i krawatem – krawat przypadkowo zawisnął na żyrandolu. I w tym momencie oczepiny przerodziły się w konkurs skoków wzwyż z próbą ściągnięcia krawata. Tego nie da się zaplanować, ale da się sfotografować ❤



