ą pary, na których ślub czekasz cały rok. Ania i Adam to właśnie taka para – od pierwszego spotkania złapaliśmy wspólny język, a sesja narzeczeńska tylko to potwierdziła. Oboje są architektami, więc ich wyczucie estetyki i dbałość o detale to coś, co fotografowi trafia prosto w serce. Mają też jamnika Syriusza, który niestety nie był na ślubie, ale zasługuje na wzmiankę, bo jest uroczy.
Ślub w drewnianym kościele w Trzebicku był jednym z najbardziej wzruszających, jakie fotografowałam. Młody ksiądz, znajomy pary, poprowadził bardzo osobiste kazanie. Pół rodziny płakało, druga połowa się trzymała, ale niezbyt długo – bo na wyjście z kościoła organista zagrał muzykę z Władcy Pierścieni i w tym momencie popłakałam się nawet ja. A ja się wzruszam często, bo jestem człowiekiem wrażliwym, ale tu mnie totalnie złamało. Na zewnątrz padał deszcz, ale chyba to niebo płakało razem z nami ze wzruszenia.
Wzruszenia ciągnęły się też przez wesele w Potasznia 31 – przyjaciele czytali listy, życzenia były pełne emocji, a ja byłam wdzięczna, że aparat mam wodoodporny. Potasznia 31 to absolutny top sal w okolicach Wrocławia – klimatyczna stodoła pośrodku pól, w której można zrobić dosłownie wszystko. Ania i Adam wybrali elegancki wystrój – białe kwiaty, świece w szkle, a wieczorem kule dyskotekowe, dym i światło zamieniły salę w coś magicznego.
Zrobiliśmy zdjęcia grupowe w stylu royal, które Ania i Adam wymarzyli sobie od dawna. Deszcz ustał wieczorem i każdy bawił się po swojemu – kto chciał, szalał na parkiecie, kto chciał, tańczył na tarasie pod gołym niebem, kto chciał, gadał ze znajomymi przy stołach. A na koniec Adam skomponował mi osobiście paczuszkę moich ulubionych słodkości ze słodkiego stołu, żebym miała co jeść następnego dnia do kawy. I to jest właśnie ten poziom – ludzie, którzy w dniu własnego ślubu myślą o tym, żeby ich fotografka miała pyszne ciasto na rano.
Aniu i Adamie – było pięknie ❤



