Sesja ślubna w rozkopanym Pałacu Marianny Orańskiej

Karolinę znam już tyle lat, że wiem co lubi. Ale Olivier jej się oświadczył tak, że przyszedł przebrany za rycerza (złoto!) 😀

Więc wiadomo, że sesja ślubna MUSIAŁA być w zamku 😀

Do sesji zbieraliśmy się kilka miesięcy, to mieliśmy wybitnego pecha z miejscówkami. Dwa idealne z googli pałace okazały się… w remoncie. I to takim generalnym, z ogrodzonym całym terenem. Pierwszy pomysł to Pałac w Kopicach – zamknięty.

Następnie wybrałyśmy Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. W roli głównej zastaliśmy: ogrodzenie z siatki, sterty gruzu, więcej gruzu w niebieskich worach, stalowe konstrukcje i krzykliwe tabliczki.

Ale mając takich modeli, nawet z gruzu wyczaruję zamek i bajkę 😀 Za resztę dziękujcie nowemu fotoszopowi wspomaganemu sztuczną inteligencją 😀

Zielony szlak, zielone życie
Zostaw mą paprotkę, pierunie jeden!
No dobra, szmyrajmy tą paprotkę by ukryć me odrosty

Niczego bym nie wyczarowała tak dobrze bez naszej najlepszej Marty! Prywatnie siostra Karoli, zawodowo zajebista asystentka na sesji lekarka. Nasz team w ogóle był bardzo medyczny, gdyż: Marta – lekarka, Karola – farmaceutka, Olivier – student pielęgniarstwa, ja – umiem w pierwszą pomoc, trochę. A była krew na sesji!

Pierwsza potencjalnie śmiertelna sytuacja. Gdy każę tańczyć – oni tańczą, gdy każę podrzucać – podrzucają. I tak to się żyje umiera na tych sesjach 😀

Miłość miłość w Zakopanem Kamieńcu Ząbkowickim!

Słuchajcie, mamy listopad, a tu niektóre hortensje jeszcze żwawe! Takie listopady to ja lubię. Ale potem niech spadnie szybko śnieg, plis.

Karolina, moja wierna modelka, since 2009 ❤

O tu masz trochę zaschniętej pasty do zębów

Wincyj gruzu i siatki, wincyj! Fotograf wytrzyma! Czyli główna atrakcja Pałacu, krużganki (to w tle).

Gdy tak radośnie wywijaliśmy kiecą, naszym oczom ukazała się scena jak z rzeźni. Marta – jak to lekarka – zapisała Karolinę za pół roku na NFZ, a do opatrywania ran zadanych tańcem-podrzucańcem ruszył przyszły pielęgniarz, Olivier.

Potem poszliśmy się kąpać do nieczynnej fontanny.

Znaleźliśmy wodę! Nikt nie chciał wskoczyć do jeziora 😀 Wiecie, listopad, zimno i te sprawy.

Na koniec zdjęć założyłam kilka analogowych, manualnych obiektywów.

Ta żyleta, to kilkudziesięcioletni Pentacon 135/2.8! Kocham ten obiektyw.

Bilans strat: kolano rozbite, sukienka zakrwawiona, ujebana i podarta w krzakach róży. Bilans zysków: zajebiście zadowolony fotograf i jeszcze bardziej zadowolona Para 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *