Kiedy dwie osoby, które kochają góry tak samo jak Ty, mówią „zróbmy sesję ciążową w Beskidzie Żywieckim” – jedyną poprawną odpowiedzią jest „pakuję aparat”. Karolina to moja znajoma, Kamila poznałam dopiero na sesji, ale wystarczyło pięć minut, żeby wiedzieć, że będzie idealnie. Oboje mieszkają w górach, oboje jeżdżą na skiturach (tak jak ja!) i oboje czekają na przyjście na świat ich dziecka. Mój typ ludzi.
Sesja ciążowa nie musi być sztywnym pozowaniem w studiu z tiulami i wstążkami. U mnie to raczej spacer z aparatem – daję wskazówki, jak się zachowywać, żeby wyjść na zdjęciach naturalnie, ale nie ustawiam ludzi jak manekiny. Najpierw biegaliśmy (na miarę możliwości kobiety w ciąży!) po łąkach na tle gór. Potem głaskaliśmy krowy – za pozwoleniem właściciela, bo nie jestem aż tak brawurowa. Znaleźliśmy bunkier i ławkę na środku niczego, na której wygłupialiśmy się jak dzieci.
A na koniec wydarzyła się magia. W drodze do góry trafiliśmy przypadkiem na pole słoneczników. Światło zachodzącego słońca podświetliło je od tyłu i „wrzuciłam” Karolinę z Kamilem prosto w ten złoty chaos. Efekt? Zobaczcie sami. Sesja w słonecznikach to jeden z tych momentów, na które nie da się zaplanować – trzeba po prostu mieć otwarte oczy i aparat w gotowości.
Planujesz sesję ciążową i marzysz o czymś innym niż studio? Góry, łąki, pola słoneczników, zachód słońca – wszystko jest możliwe. Nie musisz umieć pozować, nie musisz mieć „idealnego” brzuszka, nie musisz nic przygotowywać. Wystarczy, że przyjdziesz taka, jaka jesteś – a ja poprowadzę resztę. Napisz do mnie, a razem wymyślimy sesję, która będzie naprawdę Wasza ❤



