Sesja narzeczeńska we Wrocławiu to zawsze przygoda – nigdy nie wiesz, co miasto Ci zaserwuje. Plan był prosty: Park Pawłowicki, spokój, zieleń, zachód słońca. Rzeczywistość? Akurat w tym dniu ktoś postanowił zorganizować festiwal nie wiadomo czego i zamiast ciszy mieliśmy tłumy, namioty i ogólny rozgardiasz. Na szczęście umiem w Photoshopa, więc na zdjęciach tego nie zobaczycie.
Ale to nie koniec przygód. Dwa dni wcześniej, jeżdżąc po okolicach Wrocławia, natknęłam się na przepiękne pole maków – idealny plan B na sesję w makach! Zapamiętałam lokalizację, ucieszyłam się w duchu, a w dniu sesji dojechaliśmy na miejsce i… maki były przekwitnięte. Oczywiście. Tak to jest z naturą – ma własny kalendarz i nie konsultuje go z fotografami.
Ale wiecie co? Nie ma to znaczenia. Bo sesja narzeczeńska to nie jest wyścig o idealną lokalizację – to jest czas na bycie razem, na śmiech i na to, żeby oswoić się z aparatem przed ślubem. I dokładnie tak było z Renatą i Dawidem. Ci dwoje mają między sobą taki vibe, że wystarczyło ich postawić gdziekolwiek, a zdjęcia robiły się same. Dużo śmiechu, dużo czułości i to ciepłe, letnie światło zachodzącego słońca, które robiło resztę roboty.
Renatę i Dawida fotografowałam potem na ich ślubie w Spichlerz Galowice (wpis tutaj!) i mogę powiedzieć, że sesja narzeczeńska to był najlepszy sposób na przygotowanie się do tego dnia. Na ślubie czuli się przed aparatem swobodnie od pierwszej minuty – i to widać.
Planujesz sesję narzeczeńską we Wrocławiu? Nie musisz mieć wymyślonej lokalizacji, wybranej stylizacji ani planu na każdą minutę. Wystarczy, że będziecie sobą – a ja znajdę światło, miejsce i sposób, żeby z tego wyszło coś pięknego. Nawet jeśli maki przekwitną, a w parku zjawi się festiwal. Napisz do mnie, pogadamy ❤



