Śluby i sesje zdjęciowe robi się z miłości. Osobiście nie jestem słodko-pierdziuszkowym człowiekiem i kiedy trafiają mi się pary z podobnym vibe’m, jestem przeszczęśliwa! Nie każdą ciężarną trzeba ubierać w tiulowe kiecki i wrzucać w pierwsze lepsze pole kwiatów. Nie każda sesja poślubna to festiwal motylków. Więc zbijamy piąteczki z Jasłem, Sonią oraz Kubą i kręcimy zdjęcia do kolejnej części Star Wars!






Sesje zwykle odbywają się w tygodniu po pracy, dlatego trzeba było coś zjeść. Wpadliśmy do krewetkowni Shrimp House. Dzięki nim mamy na zdjęciach piękne wnętrze i zewnętrze 😀


Co zrobić, żeby nie było za słodko? Ugryźć go w ucho!


Przechodzimy do dania głównego – zdjęć ślubnych w stylu Star Wars.

Portret rodzinny. Miecze to też dzieci!



Na koniec przedstawiam mojego pomagiera – Kubę. Kuba trzymał mi światło i kręcił backstage!




