Sesja prawie ślubna w lawendzie pod Wrocławiem

To miała być sesja ślubna, ale kluczowy składnik (mąż) się nie zjawił 😀 Dlatego po szybkiej zmianie planów pojawiliśmy się na mini polu lawendy w Miłocicach w składzie: ja – fotograf, Marta – opuszczona żona, Wincent – efekt małżeństwa, MamoBabcia – support i wyszła sesja rodzinna.

Historia jest taka, że Marta to moja siostra, a fioletowa, ślubna sukienka to trochę różowy sweterek z gruszką. I w tej sukience widziałam Martę pierwszy raz, 2 lata po matrymonialnym fakcie, gdyż przed samym ślubem złamałam sobie dupsko i nie mogłam się pojawić.

W poślubnym międzyczasie pojawił się Wincent i tak oto powstała sesja rodzinna.














Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *