Przychodzi taki dzień, że twoja nienaganna renoma zapełnia ci kalendarz i trzepiesz same dream weddings zostajesz polecona przez kumpla z klasy (pozdrawiam Krzysia <3 ) i trafiasz na takich ziomków, że się z nimi zaprzyjaźniasz w jeden wieczór, a babcie podczas torta zamawiają już odbitki i albumy. Do tego zostajesz polecona do 10-tego pokolenia w przód oraz dostajesz pernamentne zaproszenie na wszelkie imprezy. Martyna & Bartek <3
Ślub odbył się w miasteczku typu Kąty Wrocławskie pod Wrocławiem, ze względu na posiadanie wolnych terminów. Tutejszy front urzędu był o wiele bardziej fotogeniczny niż ubogie, suche i pozbawione wyrazu wyjście z wrocławskiego USC.



Od tego momentu uśmiech nie schodził Martynie z twarzy 😀



Za to wnętrze sali ślubów oceniam na mocne 2/10. Ale ci ludzie wszystko wynagrodzili <3



Nastąpiła ogólna wesołość…


…i ogólne wzruszenie 😀



A potem szybki teleport do Wrocławia. Oczywiście z przygodami, bo w tym samym momencie zamknęli centrum miasta, a przyjęcie weselne miało się odbyć dokładnie w epicentrum barykad. Dlatego mięliśmy czas na „trochę mniej mini” sesję!



Wymyśliliśmy sesję we wrocławskiej Hali Targowej i dopisało nam boskie światło.








KOCHAM MOCNE ŚWIATŁO Z CHARAKTEREM, AMEN.





Powoli zmierzamy do Concordia Taste Wrocław, na Wyspie Słodowej.






Motywem przewodnim tego zarąbistego przyjęcia weselnego było zarąbiste światło. Jarałam się jak pochodnia!














Następnie były obowiązkowe słit focie w windzie, bo reszta imprezy odbywała się na dachu.

Martyna i jej delikatne rozczarowanie tortem:


Pokrójmy tego dziada.










O czym rozmawiają? Któż może się domyślić…





A na koniec opijamy ten wspaniały dzień szampanem, a co!







