Pada deszcz? Żaden problem! Julia i Mateusz podeszli do tego z totalnym luzem, a ja miałam w torbie awaryjną przeźroczystą parasolkę (przeźroczystą, bo pod taką ludzie są dobrze oświetleni na zdjęciach – fotograf myśli o wszystkim).
Kiedy przyjechałam na salę Jawja Rzemień Przystań Gościnności, pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam, był wielki namiot cyrkowy. Mój wewnętrzny trol zaśmiał się w serduszku i zaczął wyobrażać sobie wesele z akrobatami. Motywu cyrkowego ostatecznie nie było, ale energia na parkiecie i tak robiła wrażenie.
Ceremonia odbyła się w zadaszonej altanie przy sali – deszcz bębnił po dachu, a Julia i Mateusz mieli swój moment. Rustykalny klimat, masa kolorowych kwiatów (chyba rodzina hoduje kwiaty, bo takiego kwiatowego przepychu nie kupujesz po prostu u florystki) i soczysta, zielona aura, która na zdjęciach wygląda tysiąc razy lepiej niż palące słońce.
A teraz najlepszy moment dnia: tradycyjne wnoszenie na rękach na salę weselną. Tylko że wniesiony został… Mateusz. Przez Julię. Oboje trenują siłowo, więc akcja wyglądała naturalnie i efektownie jednocześnie. Goście byli w doskonałych humorach, a ja ze szczęścia, że to złapałam. Pierwszy taniec robił równie duże wrażenie – podskoki, podrzucenia i taka energia, że zatańczyli go dwa razy: przed i po obiedzie. Widocznie raz im nie wystarczyło.
Potem ruszyła zabawa – dzikie tańce, śmiechy przy stołach, imprezy w ogrodzie. Deszcz? Jaki deszcz? ❤



