Ślub plenerowy w Polsce to trochę jak rosyjska ruletka – nigdy nie wiesz, czy dostaniesz złote światło i ciepły wieczór, czy ścianę deszczu i plan B w postaci namiotu. Agata i Olek trafili w dziesiątkę. Wczesne lato, słońce, ciepło i ani jednej chmurki. Taka pogoda, że aż podejrzanie idealna.
Stary Folwark Machnice pod Wrocławiem to miejsce, które robi robotę samo z siebie – ceglana sala, piękne ogrody i pałacyk w tle, przy którym można robić zdjęcia do utraty tchu. Ale zanim tam dotarliśmy, Agata i Olek zafundowali mi coś, co w Polsce wciąż jest rzadkością – wspólne przygotowania. Razem ubierali się, razem się nakręcali. I wiecie co? To jest piękne. I fantastycznie wygląda na zdjęciach.
Ceremonia w ogrodach na tle pałacyku to był osobny highlight. Zwykle urzędnicy wyklepują formułkę z miną człowieka, który chce już iść do domu. Tu pani urzędnik była uśmiechnięta, ceremonia wzruszająca i niemal osobista, a do tego – co mnie totalnie kupiło – odsuwała się w kluczowych momentach, żebym miała czyste kadry. Pani Urzędnik, jeśli to Pani czyta: jestem Pani fanką.
Babcia Agaty i Olka skradła show podczas życzeń – widać było, jak bardzo jest kochana i jak bardzo wszyscy się wzruszyli. Potem znajomi odpalili pokaz zdjęć dla Pary Młodej i popłynęła kolejna fala łez. A wieczorem? Sesja w ogrodach o zachodzie słońca, dzika zabawa na parkiecie i słodki stół, z którego skonsumowałam osobiście nieznaną ludzkości ilość serniczka pistacjowego. Nie żałuję niczego.
Idealna pogoda, piękne miejsce i ludzie, z którymi parkiet trzeszczał do białego rana. Takie śluby plenerowe chcę fotografować codziennie ❤



