Z Podhala w lubuską krainę jezior? W ciąży? Terenówką? Brzmi jak wyprawa życia! I tak było, bo to była wyprawa po ślub 😀
Tak właśnie pierwszy raz w życiu znalazłam się w województwie lubuskim. Polecam te totalnie wolne od ludzi piękne jeziora. Jedno z nich znalazło się w miejscu przyjęcia, a że przyjęcie było totlnie na luzie, to zaliczyłam pływanie SUP-em między obiadem a zakąską 😀
Totalnie kocham takie ceremonie z przyjęciem w ogrodzie, gdzie można prowadzić rozmowy z kawą/drinkiem w ręku, a towarzystwo się swobodnie integruje. Nie ma fatalnego wybierania między sztywnym siedzeniem przy stole, a sztywnym tańczeniem 😀
Było daleko, ale o dziwo wszystko pięknie się udało, nikt przedwcześnie nie urodził, a ringi zalśniły na palcach w pięknym otoczeniu (a po ślubach chodziliśmy na lody). Właśnie tak zorganizowali swój ślub moi przyjaciele Marta z Przemkiem i bierzcie z nich przykład 😀



