Fioletowe pole zobaczyłam z daleka w drodze na zupełnie inną sesję. Brawie wybiłam głową boczną szybę z wrażenia. A potem zaczęłam szukać ofiary, którą będę mogła w tym polu sfotografować.

Sesję z Natalią i Kubą przekładaliśmy chyba od zeszłego roku. Ja się wyprowadziłam z Wrocławia, Natalia miała prywatne sprawy na głowie. Jak tylko przyjechałam z odwiedziny do mojej mamy, wyciągnęłam Natalię na zdjęcia i ochrzciłam je sesją z okazji Dnia Matki!


Po dojechaniu na miejsce przyjrzałam się moim fioletowym kwiatom. Z daleka marzyła mi się lawenda, z bliska fioletowymi kwiatami okazał się być… czosnek. W następstwie tego odkrycia skisłam ze śmiechu 😀

Oczywiście nie byliśmy pierwszymi odkrywcami czosnku. Dało się zobaczyć stare wygniecenia, jak by inni fotografowie tarzali się jak dzikie knury.








Piękny to był Dzień Mamy <3




