Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o poszukiwaniu fotografa, który zrobi zdjęcia ślubne w stylu analogowym, zapaliły mi się iskierki w oczach. To totalnie coś dla mnie!
Po spotkaniu na kawie z Annąmarią wiedziałam, że będzie epicko. Złapałyśmy super kontakt! Wizja na fotografie stanęła na tym, że rezygnujemy z typowych dupereli dla klasycznego reportażu, typu: przygotowania, detale, sztuczne ognie, torty i inne pierdy. Za to ma być masa koktajlowego snucia się między gośćmi. Zajebiście mi to podeszło ❤
Aby osiągnąć „analogowy vibe” połączyłam przejściówką cyfrowy aparat ze starymi, manualnymi obiektywami z gwintem M42:
- Mir 37/2.8
- Helios 58/2
- Jupiter-9 85/2
- Pentacon 135/2.8
Oprócz tego, że jestem fotografką, zdarza mi się robić za szofera. Tym razem woziłam Parę oraz świadków między Gorlicami, Ujściem Gorlickim i Krakowem. Dobrze, że lubię jeździć 😀

Jako fotografo-szofer aparat przykleił mi się wcześniej, niż ustalaliśmy, więc byłam świadkiem przygotowań.




Przywitała nas deszczowa i mglista aura.












Jako że było deszczowo, nad miejscem ceremonii wisiał okropnie ciemny, szpetny namiot. Każdy normalny fotograf ślubny by się popłakał 😀









Już wiemy kto zeżarł wszystkie ciastka!





Niebieska Dziewczyna otworzyła festiwal łez.









Pierścień na palcu wskazującym, czego nie rozumiesz?




Przypadkowa, szybka sesja, której miało nie być.







Po ponad 2 godzinach, w ścianie deszczu, udało się dotrzeć do Krakowa, do Willi Fryderyka. Winietki mięliśmy oczywiście ze sobą, więc trzeba było je pośpiesznie rozłożyć.






Potem zaczęła się właściwa impreza wzbogacona o przepyszne jedzenie.







Jak to na imprezie, część gości siedziała w kuchni w loggi na fajce.










Następnie sprowokowałam tańce, hulanki i swawole, gdyż dawno przekroczyłam zaplanowany na weselu czas. No ale jak tu się oprzeć takim ludziom 😀

A na koniec Annamaria szepnęła mi na ucho, że marzą jej się typowe oczepiny 😀










